Jak schudłam z 85 kg do 54 kg w zaledwie miesiąc 29.11.2022 Witam wszystkich! Wszyscy zauważyli, że bardzo dużo schudłam i zaczęli bombardować mnie pytaniami. Ze wszystkich sił próbowałam każdemu odpowiadać i każdego wspierać, ale nie udało mi się – przy takiej ilości odpowiedzi, musiałabym
Tłumaczenia w kontekście hasła "odstawiłam leki" z polskiego na angielski od Reverso Context: Ale jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży, odstawiłam leki, żeby dziecku nic się nie stało.
Przepisywali mi alertec. Sama musiałam na to wpaść. Teraz od kiedy odstawiłam mleko i wszystkie jego pochodne moje problemy minęły już po paru tygodniach. Niestety mój organizm tak się od tych produktów odzwyczaił, że jeśli zdarzy mi się zjeść choćby odrobinę nabiału to objawy są bardzo silne.
Lipidogram mam obecnie w normie z tym że HDL na poziomie 33-34. Moje pytanie brzmi jak odstawić statyny. Po odstawieniu jest olbrzymie odbicie wartości frakcji cholesterolu. LDL wzrósł mi do 300, trójglicerydy także do około 300. czy jest jakiś bezpieczny sposób na odstawienie tego leku. Cytuj.
Wyjęłam miskę i nasypałam do niej płatków - nie powiedziałam Ci dlatego, że myślałam, że tak będzie lepiej - ciągnęła dalej, zalałam płatki zimnym mlekiem - przepraszam Cię jeszcze raz, nie wiem co mam jeszcze zrobić - odstawiłam mleko do lodówki - myślałam, że po prostu lepiej będzie jeżeli dowiesz się od rodziców
Głównym celem „Programu dla szkół” jest kształtowanie prawidłowych nawyków żywieniowych poprzez dostarczanie uczniom produktów mlecznych oraz owocowo-warzywnych. Dzięki temu dzieci od najmłodszych lat poznają smaki zdrowych przekąsek. Program obejmuje również działania o charakterze edukacyjnym i promocyjnym.
. Jeżeli czytasz ten post to na pewno jesteś już na tyle zdeterminowana by podjąć walkę ze swoimi zbędnymi kilogramami/ centymetrami, albo brakuje Ci motywacji, którą mam nadzieję w tym poście odnajdziesz! Celowo w tytule wspominam o niedoczynności tarczycy. Dużo osób zmagających się z tą chorobą przybiera na wadze/ ma problemy z chudnięciem i tak samo było w moim przypadku. Na moje szczęście w miarę szybko zostałam zdiagnozowana (po około pół roku) i zaczęłam leczenie od 1 maja Początkowo 1/4 50 mg tabletki Letroxu, a po 4 dniach 1/2 - czyli 25 mg i na takiej dawce jestem do dziś dnia. Patrząc na to, że schudłam, ta dawka jest i tak większa, niż wtedy, gdy zaczynałam leczenie. Letrox to syntetyczny hormon tarczycy tak jak Euthyrox, ale nie zawiera w składzie laktozy, którą po konsultacji lekarskiej również wykluczyłam z jadłospisu (ale o tym dokładniej opowiem później). Od tej pory komfort mojego życia zmienił się diametralnie! Zniknęło zmęczenie, senność, apatia, mdłości, bóle brzucha i szereg innych uprzykrzających życie dolegliwości. Mam więcej siły i chęci do samego w sobie życia. W zeszłym tygodniu zrobiłam potrzebne badania i udałam się na kontrolę i lekarz również odnotował zmianę na +. Dobra, ale nie wystarczy łykać leki by schudnąć, to dopiero początek długiej drogi! Warto uzbroić się w cierpliwość. Schudłam 5,2 kg w 3 miesiące, oraz wiele centymetrów w obwodach: w biuście - 6 cm; pod biustem: - 5 cm; w tali: - 6 cm; w pasie na wysokości pępka: - 7 cm; na wysokości kości biodrowych: - 5 cm; w biodrach najszerszym miejscu: - 6 cm; w udzie najszerszym miejscu: - 3 cm; na środku uda: - 2,5 cm; nad kolanem: - 3,5 cm; w łydce: - 1 cm. Startowałam z wagi 65 kg przy wzroście 163 cm. BMI - prawidłowe, lecz ja nie wyglądałam już korzystnie, niektóre osoby pytały się nawet czy nie jestem w ciąży, bo zaokrągliłam się tu i tam. Jeżeli Ty masz większą masę początkową może się okazać, że schudniesz szybciej lub Aby schudnąć trzeba doprowadzić do deficytu kalorii w ciągu doby. Czyli więcej energii wydatkować niż przyjmować w pożywieniu (najlepiej mniej jeść i więcej się ruszać). To ile spalamy kalorii w ciągu doby zależy od wielu czynników: płci, wieku, aktualnej masy ciała, pracy i aktywności fizycznej. Więc dla każdej osoby podstawowe zapotrzebowanie kaloryczne będzie inne. Jeżeli zmagasz się z nadprogramowymi kilogramami, świadczy to o tym, że jesz za dużo - lub złej jakości produkty. Nie wierzysz? Tyje się przyjemniej i szybciej niż chudnie. Wystarczy 7 dni pod rząd zjeść o 1000 kcal (lub 30 dni po 250 kcal) więcej niż potrzebujesz i jeden kilogram do przodu! Przykładowo duża paczka chipsów (160 gram) zawiera ponad 900 kcal. Tyle samo kalorii jakbyś zjadła 3 pączki albo 3 kotlety z indyka smażone w panierce albo 3 kawałki pizzy. Albo 32 pomidory! czego raczej nie uda Ci się zjeść tak łatwo w tak szybkim czasie jak chipsy. Przypomnij sobie wszystkie spożywcze grzeszki i pocieszanie się czekoladą. Skoro już zaczęłam to skończę myśl: dzienne zapotrzebowanie kalorii bardzo łatwo obliczyć, są nawet specjalne kalkulatory w internecie, które zrobią to za nas. I warto się z tym zapoznać, bo na pewno się przyda w komponowaniu nowej diety. Mówiąc dieta mam na myśli styl odżywiania - Twój nowy styl odżywiania, który ma odmienić Twoje życie. Można by się jeszcze pokusić na liczenie węglowodanów, białek i tłuszczy, ale to już wyższa szkoła jazdy. Którą nie każdy ogarnia i nie każdy musi, na chłopski rozum orientujemy się co gdzie znajdziemy. W swojej diecie nie ważę każdego posiłku, ani nie obliczam codziennie kaloryczności, ale orientacyjnie od czasu do czasu sprawdzam, czy jem wystarczającą ilość czy nie pofolgowałam sobie za dużo. Przerabiałam w życiu różne diety (w tym te zdrowe, które polecam: vitalia, potreningu), więc mam już jako takie pojęcie co z czym łączyć i w jakich ilościach, a co lepiej unikać. Teraz na co dzień, przy wyborze posiłków kieruję się intuicją, jakkolwiek to głupio brzmi, wybieram to na co mam ochotę spośród zdrowych posiłków. Nie rezygnuję nawet z jedzenia na mieście, tam również można znaleźć fit opcje;) Nie wychodzę z domu bez śniadania. Jem ok. 5-6 posiłków dziennie. Nie koniecznie małych objętościowo, bo jak już wyżej wspomniałam 200 kcal warzyw zajmie dużo więcej miejsca niż porcja frytek o tej samej kaloryczności. Jem kiedy zaczynam czuć się głodna i kończę zanim jeszcze poczuję się w pełni syta. Jem ogromne ilości owoców świeżych i suszonych bez zwracania uwagi na porę dnia. Owoce skutecznie hamują apetyt na słodycze i na 100% są mniej szkodzące niż syrop glukozowo-fruktozowy w kupnych słodyczach. Jen dużo warzyw pod różną postacią głównie na obiad, kolację. Zainteresowałam się dosyć mocno dietą wegańską i próbuję coraz to więcej przepisów. Można się od Wegan sporo nauczyć! Jadam kasze, ryż ale i makarony czy ziemniaki na obiad. One same w sobie nie tuczą, ważne z czym się je połączy. Chleb nie więcej niż 3-4 kromki w ciągu dnia. Nie jem laktozy czyli: mleka, śmietan, masła, serów żółtych, twarogów, jogurtów, kefirów, maślanek i nic co zawiera w sobie mleko (czyli odchodzą najbardziej tuczące i kuszące smaczki: pizza, tosty, lody na bazie śmietany, ciasta z kremem itd.) Zamiast masła smaruję pieczywo awokado (ze szczypiorkiem smakuje obłędnie!), albo przeróżnymi humusami czy pastami z fasoli, którymi zaraziłam również małżonka. Nie piję alkoholu. Przez ostatnie 3 miesiące wypiłam jedynie 2 wina i 3 piwa, gdzie wcześniej spokojnie mogłabym tyle wypić w jeden weekend. Piję dużo wody, herbatę z czystka i szklankę soku świeżo wyciskanego z owoców. Napoje gazowane w ilości 250-500 ml jedynie raz w tygodniu, ale nie zawsze. Kawa nie częściej niż raz w tygodniu, z mlekiem roślinnym i bez cukru. Po odstawieniu laktozy czy alkoholu odeszło najwięcej, najbardziej kalorycznych produktów i mam problem z głowy. Nawet muszę się pilnować by jeść odpowiednio dużo, szczególnie poszukuję roślinnych źródeł białka. Jeżeli chcesz schudnąć radzę nie okłamywać samej siebie i nie podjadać! Trudno, pomyśl, że to stan przejściowy, przyjdzie jeszcze czas na delektowanie się ulubionym ciastkiem. Jak już nad sobą zapanujesz i będziesz miała na tyle silną wolę by zjeść jeden kawałek nie dziesięć. To jak postępowałaś do tej pory zaprowadziło Cię do miejsca w którym jesteś, jeżeli nie chcesz by dalej tak wyglądało Twoje życie - zacznij działać! ĆWICZENIA Można schudnąć będąc jedynie na diecie, ale to dłuższy proces o obniżonej kaloryczności posiłków. Ostateczny efekt i tak może nie być wystarczająco satysfakcjonujący, ponieważ mięśnie będą słabe, a skóra ciała mało jędrna. Po za tym stałe obniżenie kaloryczności posiłków prowadzi do spowolnienia przemiany materii i pomimo początkowych efektów, później nastaje zastój wagi. Zdecydowanie polecam włączyć do swojego życia aktywność fizyczną na stałe. Nie tylko spali kalorie spożywane w ciągu dnia, ale również zmagazynowany tłuszcz w naszym ciele, pobudzi wspomniany metabolizm. Podczas uprawiania sportu w ciele zachodzą niesamowite mechanizmy, między innymi wydzielane zostają endorfiny, które dodatkowo umilają życie. Stąd można zaobserwować wiecznie uśmiechnięte spocone twarze na instagramach czy innych facebookach. Dzięki aktywności fizycznej, możesz szybciej osiągnąć wymarzony cel, a Twoje ciało zmieni się korzystnie. Zniknie upierdliwy cellulitis, pośladki uniosą się, a brzuch będzie płaski nawet po jedzeniu. Wiem, że początki bywają trudne i wewnętrzny leń podpowiada byś pospałą dłużej, lub poleżała i obejrzała kolejny serial czy zajęła się innymi bzdurami. Na początek najlepiej jest się zmusić do jakiejkolwiek aktywności fizycznej co najmniej 3 razy w tygodniu. Znasz swój plan pracy/studiów? Dopisz do niego obowiązkowo sport, czy to rano czy wieczorem. Sporów jest tyle do wyboru, że na pewno znajdziesz coś co polubisz. Z doświadczenia wiem, że łatwiej zrobić rano trening, niż wieczorem, po całym męczącym dniu. Wieczorami rozprasza nas więcej rzeczy, no i przecież chcemy mieć też czas dla rodziny i znajomych, prawda? Moja aktywność: Zaczęłam z grubej rury: ćwiczyłam 6 razy w tygodniu po 30 minut 5-tygodniowy program Focus T25 alpha z Shaunem T. Później przyszedł czas na miesięczne wyzwanie bikini z Ewą Chodakowską, również 6 razy w tygodniu, treningi po 30-60 minut w zależności od dnia. Trzeci miesiąc to mieszanka treningów z Ewą Chodakowską, ze strechingiem z Focusa, bieganiem oraz jazdą na rowerze. Zainteresowałam się również jogą. Trenuję 4-6 razy w tygodniu po 30-60 minut, w zależności od tego ile miałam czasu, chęci i siły. Celowo zmieniam treningi, by się nie nudzić, rozruszać różne partie ciała. Raz trudniejsze, raz łatwiejsze. Pomimo, że ćwiczę regularnie zdarza się miewać zakwasy ;) W dalszym ciągu ćwiczę w domu (po za bieganiem i jazdą na rowerze) i nie zamierzam zapisywać się na siłownie, ewentualnie skorzystam z zajęć jogi, by ktoś mnie pokierował jak poprawnie wykonywać dane pozycje. Jestem już na tym etapie w życiu, że jestem z siebie ogromnie zadowolona! Zrobiłam kawał dobrej roboty, czuję się świetnie i zdrowo. Nie chcę przestawać bo obecny tryb bardzo mi sprzyja. Nie czuję wyrzutów sumienia, gdy odpuszczam trening na dwa, a nawet czasami trzy dni z rzędu, ale zaczynam tęsknić i prędzej czy później wracam do sportu. A gotowanie i odkrywanie nowych smaków? Sprawia ogromną frajdę! Dawno nie byłam tak optymistyczna jak teraz;) Tym akcentem chciałabym zakończyć ten długi artykuł. Zdjęcia do tego postu pochodzą z mojego instagrama, gdzie codziennie dodaję kolejną porcję inspiracji:) Wydaje mi się, że wyczerpałam temat, jeżeli masz pytania pisz w komentarzach, postaram się odpowiedzieć najszybciej jak to możliwe:)
Forum: A-psik: moje dziecko jest uczulone… Witam wszystkie mamy malych alergikow i dolaczam do zacnego grona(z gory przepraszam za brak polskich liter). Konrad ma 2 miesiace a od 1,5 mamy juz problemy z alergia. Jak mial 2 tygodnie zaczela sie wysypka na policzkach, szyji i uszach, potem zrobily sie strupy na policzakch,karmie piersia wiec ja na diete a na dokarmianie bebilon pepti, steryd na buzie i chwilowo pomoglo,ale wrocilo, moja dieta zeszla na suche bulki, za duzo streydu sie balam wiec wyprobowalam inna kuracje wratizolin,clotrimazolum i emolium trojaktywne-pomoglo, w miedzy czasie pozbycie sie z domu psa i poscieli z pierza emolientow i jelpa uzywalam od poczatku wiec tu sie nic nie zmienilo, tylko ja zaczelam sie myc w szarym mydle i praktycznie zrezygnowalam z kosmetykow:( Wprowadzilam dgotowanego indyka -cisza, dzem z jablek -wysypka, pozniej sprobowalm z jagod-jeszcze wieksza wysypka, buraki -cisza, i jakis czas bylo dobrze na tych bulkach, idyku i burakach a i jeszcze ryz. Ale potem znowu zaczelo sie dziac kiepskawo wiec zastapilam idyka gotowanym schabem, bylo dobrze, a teraz kolejna proba dzemu z jablek – znow wysypka… Nie mam juz sily,jutro ide do alergologa wiec zobaczymy co mi powie. Co dzien bije sie z myslami czy nie przejsc na butelke, tylko mi troche szkoda, bo ladnie na cycku porzybiera. Jak bylo u Was wytrzymywalyscie diete? Czy przeszlyscie na butle? I jak to na dzieci wplynelo?Ile mozna jesc gotowany schab bulki i buraki…
Mam 21 lat, ważę 87 kilogramów. Nigdy nie jadłam dużo (słodycze, słodkie napoje czy rzeczy z fast foodów maks. raz na tydzień lub dwa), ale z jakiegoś powodu się mocno roztyłam od 11 roku życia. Niektórzy zrzucają to na depresję (15-19 lat), kiedy jadłam więcej i nie wstawałam z łóżka przez kilka miesięcy. A od czasów zakończenia liceum jadłam normalnie. Na śniadanie - 2-3 kanapki; na obiad - schabowy, sałatka, 3 ziemniaki, na przekąskę batonik albo lody; na kolację - płatki z mlekiem lub kanapki. Przytyłam mocno;/ z 65 do 87 kg. Nigdy nie byłam szczupła, nawet jako mała dziewczynka. Rodzice mnie nie przekarmiali, a słodyczy nie jadłam wcale, byłam bardzo aktywna fizycznie, bo mieszkałam na mazurach - wszędzie jeździłam rowerem, chodziłam na długie spacery, grałam w piłkę nożną - jak to dziecko. Teraz jestem średnio aktywna fizycznie, bo po uczelni pracuję (więc od do jestem na nogach a potem zmęczona rzucam się na puree z ziemniaków, bo jest bardzo tanie i się najadam), nie mam nikogo, kto by mnie utrzymywał (nie mam rodziców już). Mam tylko wolne weekendy, ale wtedy wolę być z chłopakiem niż ćwiczyć, czyli iść do kina, na spacer czy co innego pary robią ;) Od kiedy zaczęłam się odchudzać odstawiłam pieczywo, makarony, ryże, słodycze, słodkie napoje, tłuste mięsa, fast foody – zupełnie). W lipcu schudłam 2 kg, po czym przytyłam 5, choć nie zmieniałam menu. Jestem bardzo załamana własną wagą i gabarytami (67 cm jedno udo czy talia blisko 90 cm!). Nie umiem się motywować do ćwiczeń, bo ciągle odczuwam zmęczenie, czy to pracą, czy uczelnią, a dieta mi idzie topornie - bo jak 20 zł w portfelu i dwa tygodnie do wypłaty, to prędzej zakupię 5 kilo ziemniaków i kostkę masła, niż będę się stosować do diet. Na chwilę obecną słodyczy nie jem ani nie piję słodkich napojów. Ale martwi mnie brak widocznych efektów i depresja, spowodowana podejściem innych ludzi, którzy widzą mnie, np. na basenie. Co mogę zrobić aby schudnąć? Nie stać mnie na dietetyka ani na to, co on przepisze. Ćwiczenia staram się robić codziennie i robię (8 minute buns, pół godziny hula hop), ale wiem, że to za mało - na więcej jednak nie mam czasu ani siły. Chciałabym wierzyć, że w pół roku schudnę do 60 kg, ale pewnie to niemożliwe przy takich funduszach i wiecznym zmęczeniu. Wciąż mam ochotę na kopytka, pierogi, makarony z serem... Bo tym się wcześniej żywiłam - tanio i przepysznie...
Od miesiąca i czterech dni jestem na diecie ketogenicznej. Zdecydowałam się wybrać jeden z bardziej restrykcyjnych modeli odżywiania, ponieważ nie wymaga on ograniczania kalorii, nie wiąże się z byciem głodnym i pozwala szybko schudnąć bez przykrych konsekwencji. Czy ketoza to dieta, na której zamierzam zostać? Jak przebiegła moja adaptacja? W poniższym wpisie poruszam temat tego, co jadłam, jak się czułam i nie tylko. Zapraszam! Co to jest ketoza i czy to bezpieczne? Skoro trafiłeś/aś na ten wpis, prawdopodobnie już wiesz, co to takiego ta tajemnicza ketoza oraz z czym wiąże się dieta, która do niej prowadzi. Jeśli nie, odsyłam Cię do fachowej literatury, w której znajdziesz wypowiedzi naukowców i specjalistów w tej dziedzinie. W dużym skrócie: dieta ketogeniczna polega na restrykcyjnym ograniczeniu spożywanych węglowodanów, na rzecz tłuszczy i białek. Dzięki temu, organizm wchodzi w stan ketozy – wątroba zaczyna produkować ciała ketonowe, które zastępują glukozę. W wyniku tego energia pozyskiwana jest z tłuszczu, co powoduje spalanie tkanki tłuszczowej. Zalecane makro w okresie adaptacji (zmuszenia organizmu do produkcji ketonów i nauczenia go, jak z nich korzystać) wynosi: 80% tłuszcze 15% białka 5% węglowodany (max 30 g dziennie) Tyle tytułem wstępu. Dalszą część zacznijmy od odpowiedzi na pytanie, czy zamierzam pozostać na diecie ketogenicznej: raczej nie. Ma to być rodzaj eksperymentu – zamierzam obserwować swój organizm przez 2-3 miesiące i dopiero wtedy zdecydować, co dalej. Póki co, jest bardzo dobrze. Odkąd węglowodany jakie spożywam pochodzą głównie z warzyw: czuję się doskonale, schudłam 6 kg i ciągle chudnę, mam mnóstwo energii, przez co zaczęłam ćwiczyć, skończyły się moje problemy żołądkowe, nie miewam wzdęć ani bólów brzucha, zniknęły problemy skórne, nie mam też napadów głodu, przestałam podjadać, trzy posiłki dziennie w zupełności mi wystarczają. Przygotowanie do ketozy i lista zakupów Decyzja podjęta, przechodzisz na dietę ketogeniczną. Co dalej? Od czego zacząć? Na podstawie moich własnych doświadczeń, na początek proponuję pozbyć się z domu wszystkich produktów 'zakazanych’, których spożycie opóźni proces adaptacji do ketozy. Jeśli jest taka możliwość, namów do przejścia na nowy styl żywienia bliskich. Ja przekonałam do tego męża, który chudnąć wcale nie musiał, ale z chęcią postanowił mi towarzyszyć. Opróżniliśmy więc lodówkę niemal do zera i zrobiliśmy pierwszą listę zakupów spożywczych. Ponieważ podczas adaptacji podaż tłuszczu musi być wzmożona, należy zaopatrzyć się w jego dobre źródła. Awokado, orzechy, olej kokosowy nierafinowany, oliwa z oliwek – to tylko przykłady. Tłuszczu nie powinno się bać. Bo to nie on, wbrew powszechnemu przekonaniu, szkodzi nam najbardziej. Lista zakupów do zrobienia w supermarkecie: TŁUSZCZE – masło klarowane – smalec MIĘSO – karkówka – wątróbka drobiowa – piersi kurczaka – pałki/ udka kurczaka – boczek w plastrach – kabanosy (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – parówki (min. 90% mięsa) – białe kiełbaski (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – frankfurterki (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – golonka – kurze łapki na zupę – porcja rosołowa RYBY, OWOCE MORZA – krewetki – łosoś – śledź – makrela wędzona – tuńczyk w puszce (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – sardynki w puszce (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) WARZYWA – brokuł – kalafior – cukinia – ogórek zielony – szpinak – jarmuż – papryka – rzodkiewka – brukselki – sałata (rzymska, roszponka – dowolna) – kiełki fasoli Mung – cebula czerwona – czosnek – oliwki (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – kiszonki (ogórki, kapusta) OWOCE – awokado (duży zapas) – cytryna SERY – żółty gouda (0 węglowodanów) – feta (0 węglowodanów) – ser pleśniowy (<0,5 g węglowodanów/ 100 g) – serki wiejskie (<2 g węglowodanów/ 100 g) DODATKI – jaja – dużo jaj! – pistacje (na adaptacji max garść dziennie) – majonez Kielecki (2,3 g węglowodanów/ 100 ml) – musztarda Dijon (0 węglowodanów) – masło orzechowe – śmietanka 30 lub 36% – napój migdałowy/ ryżowy bez cukru (0 węglowodanów) – herbata zielona Lista zakupów do zrobienia online lub w sklepie ze zdrową żywnością: – olej kokosowy nierafinowany (do smażenia) nieobowiązkowo: – mąka kokosowa – mąka migdałowa – łuska babki jajowatej – pasta sezamowa Tahini – erytrytol – sól himalajska lub kłodawska Suplementy należy dobrać indywidualnie, po wcześniejszym wykonaniu badań (warto przebadać się przed przejściem na dietę i po kilku miesiącach, aby porównać wyniki). Suplementy, które ja stosuję to: – magnez – witamina D3+K2 – elektrolity (sód, potas) Przy okazji wizyty w aptece można kupić paski do pomiaru ciał ketonowych w moczu (koszt ok. 18 zł). Adaptacja do ketozy, czyli podbijamy tłuszcz W czasie adaptacji bardzo ważne jest zachowanie odpowiednich proporcji w jedzeniu. Trzeba pilnować tego, co się je i pije przez cały dzień. Najłatwiej zrobić to, korzystając z aplikacji na telefon – wpisujemy składniki i ilości, a program pokazuje nam, jakie było makro danego posiłku. W ten sposób kontrolujemy proporcje, pilnując, by układały się one tak – 80:15:5, gdzie 80 to tłuszcze, 15 białka, a 5 węglowodany. W ketozie należy całkowicie wyeliminować cukier. Dopuszcza się zastąpienie go erytrytolem, stewią lub innymi zamiennikami. Ważne, żeby zrozumieć, że odstępstwa od normy (np. dodanie miodu do herbaty lub zjedzenie batonika z mleczną czekoladą), zaburzają proces adaptacji i sprawiają, że musimy wszystko przechodzić na nowo. Adaptacja stanowi rewolucyjny okres w organizmie, dlatego też każdy mierzy się z nim na swój sposób. Jeśli zadbamy o odpowiednią suplementację, a zwłaszcza uzupełnianie niedoborów potasu (słony, tłuściutki rosół – szklanka – codziennie!), unikniemy nieprzyjemnych spadków energii i złego samopoczucia. U mnie adaptacja do ketozy przebiegła niemalże bezboleśnie. Na początku czułam głód i ciągnęło mnie do słodkiego. Na szczęście nic takiego nie miałam pod ręką. Przy dobrej motywacji, odmawianie sobie 'przyjemności’, których domaga się nasz mózg – „węglowodany!”, nie jest niczym trudnym. Ketony w moczu – zaczęło się! Już po tygodniu w nowym modelu żywienia, w moim moczu pojawiły się ciała ketonowe. Sprawdziłam to, korzystając z pasków do ich pomiaru (ok. 18 zł w aptece). Pomiar jest bezbolesny i pozwala stwierdzić, czy organizm wytwarza ketony. Kiedy ich poziom jest wysoki, a jednocześnie poziom glukozy niski, proces przebiega prawidłowo. Z czasem ciało zaczyna wykorzystywać ketony i przestajemy wydalać je w moczu. Wówczas pomiaru dokonuje się z krwi. Oczywiście badanie poziomu ketonów nie jest obowiązkowe – wykonuje się je orientacyjnie, w celu stwierdzenia, czy ich stężenie jest wysokie np. po zjedzeniu określonego produktu. Ja sprawdzam tylko mocz (zakup glukometru i specjalnych pasków do pomiarów z krwi to spory wydatek i konieczność nakłuwania palca, grrr). Co ważne, przez miesiąc adaptacji nie doświadczyłam problemów ze snem i koncentracją, złego samopoczucia ani spadków energii. Mogę śmiało powiedzieć, że przeszłam ten czas bez komplikacji, powoli przyzwyczajając organizm do nowego stanu rzeczy. Dziś mija mój 34 dzień na diecie ketogenicznej. Czuję się świetnie! Co jadłam na adaptacji? Czego nie jem w ketozie? Najtrudniejszy jest początek. Po latach codziennego jedzenia kanapek, ciężko wyobrazić sobie śniadanie bez chleba. A jednak, da się! Produkty, które wyeliminowałam całkowicie: pieczywo, makarony, ryż, kasze, ziemniaki i inne warzywa rosnące pod ziemią (oprócz cebuli i czosnku), cukier i wszystko, co go zawiera, mleko, napoje gazowane (oprócz Coli Zero), alkohol, gotowe mieszanki przypraw. Dieta ketogeniczna to dieta niskowęglowodanowa i wysokotłuszczowa. Lecz nie jem codziennie boczku w ogromnych ilościach i nie piję kawy kuloodpornej. Można podbijać tłuszcz w racjonalny sposób, jeść tłusto, a jednocześnie zdrowo. Unikajmy tzw. dirty keto, ten typ ketozy nie działa dobrze na nasz organizm. Na adaptacji nie liczyłam kalorii, po prostu pilnowałam makro. Nie było dnia, w którym przekroczyłabym podaż węglowodanów (górna granica – 30 g). Przykładowe menu na adaptacji, mój jadłospis: śniadanie: 2 jaja kurze na twardo (ok. 1,5 g węglowodanów) 3 plastry boczku surowego – smażone 0,5 awokado (ok. 2 g węglowodanów) 2 kiełbaski (0 węglowodanów) 1 plaster sera żółtego (0 węglowodanów) 1 łyżka musztardy Dijon (0 węglowodanów) kawa z ekspresu z napojem migdałowym lunch: 1 szklanka sałaty puszka tuńczyka 5 zielonych oliwek 4 pomidorki koktajlowe pokruszony ser feta oliwa z oliwek, sok z cytryny szklanka tłustego rosołu (na kurzych łapkach i golonce) obiadokolacja: 2 kotlety mielone (mięso, cebula, ser żółty, sól, pieprz, suszone zioła) smażone na smalcu szpinak z czosnkiem, smażony na maśle klarowanym W ciągu dnia należy dużo pić: wody z solą i cytryną, zielonej herbaty, samej wody. Podczas adaptacji warto wypijać też szklankę rosołu dziennie – tzw. zupa ketogenicznej mocy. 'Zabronione’ są soki owocowe, alkohol, napoje słodzone i gazowane. Można pokusić się na Colę Zero, która zawiera 0 węglowodanów, ale nie jest to wskazane. Co do śniadań, podstawę stanowią jajka w różnej postaci. Jajecznica, jajka sadzone, na miękko, na twardo, w koszulce, w formie omletu lub pasty jajecznej – to się nigdy nie nudzi! Do tego zawijasy z szynki i sera oraz ulubione dodatki, śniadanie gotowe. Pamiętajmy, że jest to najważniejszy posiłek w ciągu dnia i warto zadbać o to, żeby był duży i pożywny. Podbijmy tłuszcze za pomocą awokado, zróbmy keto placuszki, na przegryzkę wybierzmy kabanosa dobrej jakości. Bez chleba naprawdę da się żyć! Słodkie na keto? Dieta wysokotłuszczowa, która smakuje Teraz, kiedy minął już miesiąc w ketozie, zaczynam eksperymentować z ciekawszymi posiłkami. Zamówiłam makarony bez węglowodanów, zamierzam upiec keto bułeczki, zrobiłam już pierwsze ketogeniczne pizzerki. Najwięcej radości i satysfakcji sprawia mi jednak jedzenie… słodkiego. Śmietanka 30% to w kwestii deserów zbawienie ketogeników! Pięknie podbija tłuszcz i wybornie smakuje. Jest bazą nie tylko sosów do mięs, ale też dodatkiem do pysznych deserów, takich jak pancakes, brownie, a nawet kawa. W sklepach ze zdrową żywnością można kupić galaretki bez węglowodanów i czekoladę gorzką z zawartością kakao powyżej 90%. Używając mąki migdałowej da się zrobić prawdziwe cuda: ketogeniczny sernik, naleśniki na słodko, musy czekoladowe, muffinki, gofry. Tu nie ma żadnych ograniczeń poza jednym: węglowodanowym. Osobiście nie zamierzam rezygnować z deserów. W najbliższych planach mam zrobienie ciastek z masła orzechowego i czekoladowego sernika (próba przed świętami). Na pewno wypróbuję też przepis na gofry, które podam z bitą śmietaną i borówkami. Jesteście ciekawi, co na temat ketozy twierdzi dietetyk? Zajrzyjcie na stronę i poczytajcie więcej zaletach wejścia w ten wyjątkowy stan. Dla wielu z Was to może być przełom w podjęciu decyzji, czy rozpocząć własną przygodę z ketozą. Dla mnie najważniejsze jest to, że na keto w końcu jem świadomie. Odstawiłam cukier, liczę makro, jedzenie robię sama, nie korzystam z półproduktów. Do tego stosuję dobre tłuszcze, nie chodzę głodna i… chudnę! Nie podjęłam jeszcze decyzji, czy pozostanę na tej diecie. Jak każdy inny tryb żywienia, ten również ma wady. Główną z nich są duże restrykcje – co jeść podczas wyjścia na miasto? Co jeść, gdy rodzina zaprosi na obiad? Te i inne pytania już pojawiają się w mojej głowie, dlatego zobaczymy, co przyniosą kolejne tygodnie. :)) ____ kilka miesięcy później… Aktualnie (styczeń 2021 r.) nie jestem w ketozie. Moja przygoda z tą dietą trwała niecałe trzy miesiące. Przez cały ten czas oboje z mężem czuliśmy się doskonale – przypływ energii po posiłku, brak uczucia ciężkości, lepszy sen, dobra koncentracja. Waga szybko spadała (u mnie 8 kg, u męża 10 kg). Postanowiliśmy wrócić na ‚węglozę’ z dwóch powodów: dieta ketogeniczna jest bardzo restrykcyjna. Świat z każdej strony kusi dobrociami, na które nie można sobie pozwolić. Nie chodzi tu o słodycze – cukru nie spożywam do dziś – ale choćby o owoce. Druga sprawa to problem z jedzeniem na mieście. Przy naszym trybie życia regularnie jadamy poza domem i jak się okazało, ciężko przez to utrzymać się w keto. Jeśli chodzi o wyniki: badałam krew i mocz przed i po diecie. Wszystkie badania wyszły w normie, nic się nie zmieniło. Na pewno nie zdecydowałabym się żyć w ketozie latami – choć są tacy, którzy to robią i mają się dobrze (np. Keto Kocur, Karma Keton – znajdzicie ich na YT). Do życia w keto potrzeba ogromnej samodyscypliny i pewności, że tego właśnie się chce. Po powrocie do węglowodanów w ciągu 3 dni zarówno mi, jak i mężowi wróciły 4 kg (woda). Dieta ketogeniczna była dla nas ciekawym doświadczeniem, ale raczej jednorazowym. Po eksperymencie w ketozie odkryłam inną dietę i tak się złożyło, że pozostałam na niej do dziś (to już 11 miesięcy). O tym, jak schudłam prawie 20 kg jedząc węglowodany, napisałam tutaj: Dziękuję, że dotrwałaś/eś do końca tego wpisu! Jeśli masz chęć, zostaw ślad w postaci komentarza – Twoja opinia wiele dla mnie znaczy.
Każda z nas kiedyś stwierdziła, że nadszedł czas zrzucić parę zbędnych kilogramów. Jednak nie jest to taka prosta sprawa, jakby się mogło wydawać. Ja również wiele razy podejmowałam walkę z zbędnymi kilogramami, jednak wiele razy zmagania kończyły się bardzo szybko, z marnymi rezultatami. Udowodnię , że odchudzanie może być łatwiejsze i przyjemniejsze, gdyż jak wiadomo wszystkim dieta kojarzy się z wyrzeczeniami, katuszami i jedzeniem niesmacznych wstępie odradzam Wam wszelkich internetowych „diet cud” , które obiecują szybkie rezultaty. Sama stosowałam niektóre i efekt jo-jo był niestety nieodłącznym krok w stronę sukcesu – czyli motywacja Wreszcie stwierdziłam , że tak dłużej być nie może! Byłam załamana swoją wciąż rosnącą wagą. W ciągu miesiąca przytyłam 3kg, tego już było za wiele… Przy wzroście 165cm ważyłam 69kg, a to już w moim przypadku nadwaga. Wstydziłam się najbardziej odstającego brzucha i tych okropnych fałdek. W sklepach ciężko było znaleźć coś co będzie maskować niedoskonałości. Nie chciałam na siebie patrzeć , unikałam męża. Czułam się jak napuchnięty balon, ciągle 21 lat powinnam cieszyć się życiem – pomyślałam, i postanowiłam rozwiązać swój problem…Nie mieszkam sama więc pierwszym problemem było pogodzenie mojej diety z brakiem diety mieszkających ze mną obiady nie tylko sobie… Zupy zagęszczałam jogurtem i specjalnie doprawiałam mniejszą ilością soli niż zwykle, na stole stawiałam przyprawy i kto chciał doprawiał tak jak chciał. Mięso do sosów podsmażałam na oliwie i starałam się żeby sos był naturalnie gęsty. Kupiłam również garnek do gotowania na parze ( koszt 30-40zł).Sobie stawiałam kawałek kurczaka z marchewką lub warzywami lekko doprawiałam i samo się gotowało. W międzyczasie mogłam np. usmażyć schabowego mężowi. Zdarzało się , że czasami zjadał to co przyrządzałam w waszym jadłospisie nie nazywajcie dietą tylko zmianą nawyków żywieniowych. Bo aby uniknąć efektu jo-jo należy pewne nawyki zmienić na ZMIANY:Nie głodzę się!Jem około 5 posiłków dziennie muszą to być mniejsze porcje niż jadłam to posiłek minimum 2 godziny przed pójściem mleko zamieniłam na odtłuszczone 0,5% lub 0%.Białe pieczywo na ciemne (dziennie jedna bułka lub 2 kromki chleba)Nie smaruje pieczywa masłem , ani innym słodzić herbatę i inne napoje (odstawiane cukru powinno być stopniowe, wtedy przyzwyczajamy się do smaku)Nie jem słodyczy (pozwalam sobie czasami na coś słodkiego , ale w ramach rozsądku np. mały batonik, kostka czekolady).Jem dużo owoców i warzyw: do kanapek sałata, pomidor i ogórek, do obiadów gotowane na parze warzywa lub surówki, jabłko lub marchewka jako przekąska,Piję: dużo wody niegazowanej samej lub z dodatkiem cytryny, sok z wyciśniętych warzyw lub owoców. zieloną herbatę , dzięki niej poprawia się metabolizm. Uwaga nie kupujcie gotowych soków z marchwi , pomarańczy itp. Mają dużo cukru mimo tego , że pisze na nich , że są bez dodatków jem; ziemniaków (zdarza się mi zjeść 1-2 szt. ale z samymi surówkami. mięsa pieczonego w jem makaron to nie więcej niż 1/2 szkl. dziennie I tak samo z ryżem i kaszą (oczywiście jem tylko jeden wybrany produkt dziennie lub wcale)Staram się: wplatać w posiłki nabiał : twarogi chude i jajka, jogurty naturalne. jeść ryby tak często jak to tylko możliwe. w restauracjach wybierać, to co według mnie jest mniej tłuste. Ruch to podstawa W walce z tłuszczem pomoże nam ruch i ćwiczenia. Należy dobrać je indywidualnie, nie każdy bowiem lubi to samo i nie każdy ma źle dobranych ćwiczeniach szybko się pamiętać , że każdy ruch jest dobry. Zamiast samochodem lepiej czasami na zakupy pójść pieszo. Wyjść z psem na spacer. Nawet dzięki zwykłym czynnością typu: sprzątanie , prasowanie itd. również tracimy zbędne mamy czas i możliwość warto pójść na basen czy na kupiłam ostatnio „Figure trimmer” za 36zł zwany pospolicie twisterem. Ćwiczę sobie w tomu przed telewizorem, zdarza mi się również biegać, ale przeważnie wytrzymuje 30min. Robię brzuszki i skłony. Różne inne ćwiczenia można znaleźć na internecie. Pamiętajcie, że ruch jest waszym przyjacielem, ćwiczenia pomagają nie tylko zrzucić nadwagę, ale również kształtują sylwetkę, wzmacniają mięśnie, poprawiają elastyczność mamy nadwagę to często atakuje na cellulit , a przy spadku masy pojawiają się rozstępy. Jak sobie z tym radzić?Należy pić dużo wody, bowiem dzięki niej skóra jest elastyczna. Podczas kąpieli czy prysznica masuj ciało szorstką gąbką, okrężnymi ruchami. W sklepach można zakupić wiele masażerów ja mam taki najtańszy drewniany ( jak wałek z wypustkami).Można kupić specjalne kremy i balsamy. Nie wiem jaka jest ich skuteczność , ponieważ jakoś nie bardzo mnie przekonują. Używam jednak maski z borowiny. Nakładam na ciało i owijam folią spożywczą i po 20-30 minutach spłukuje. Staram się nawilżyć skórę balsamami, takimi zwykłymi do skóry suchej, aby była gładka i dietach towarzyszą często zaparcia, a na zaparcia najlepsze jest siemię lniane. Ja je mielę i później dodaję np. do mleka i piję lub zjadam i popijam. Na początku smak ma dziwny , trochę podobny do zmielonego orzecha włoskiego , ale można się że wybór tego co będziecie jeść zależy od nie potraficie sobie czegoś odmówić , to przynajmniej ograniczcie spożywaną ilość tego produktu. Wszystko jest dla ludzi tylko trzeba znać umiar. Pamiętajcie, żeby dobierać aktywność fizyczną do swoich możliwości, róbcie to co lubicie, nie zmuszajcie się do niczego. W przeciwnym razie szybko się zniechęcicie. Aby się nie znudzić dbajcie o urozmaicanie posiłków i chodzi o mnie stosuję się do wszystkich tych zaleceń i w ciągu 4 tygodni schudłam 4 kg 🙂 . Czuję się dużo lepiej fizycznie i psychicznie i gwarantuje, że na tym nie poprzestanę. Mój wygląd też znacznie się poprawił. Ciekawe jak zareaguje mąż, po 3 tygodniowej nadzieję , że zauważy zmiany na lepsze. Mam nadzieję , że moje rady pomogą. Trzymam kciuki za wszystkich walczących z zbędnymi Izabela K.
odstawiłam mleko i schudłam